Drogo, panie…
Opublikowano: 23 października 2007 2007 19:28 w kategorii » WebdesignTrafiliśmy na najdroższą firmę w mieście - taki tekst usłyszeliśmy (w firmie, w które pracuję) niedawno od właścicielki „agencji reklamowej”, która chciała od nas ofertę na wykonanie „małej” strony (o funkcjonalności sklepu)… Dodam jedynie, że ta „prawie profesjonalna” agencja miała problem z odczytaniem pliku .pdf z w/w ofertą. Jak widać prawie robi różnice… Muszę tu od razu wyjaśnić, że generalnie w branży postrzega się nas (z czym walczymy już od dłuższego czasu z różnymi skutkami) jako jedną z tańszych firm (oczywiście jeżeli nie weźmie się pod uwagę webmasterów „papraków” i studentów robiących strony za kilkaset PLN).
Czy wam też zdarzają się tacy „wszystkowiedzącylepiej” klienci??







Zdarzają się chyba wszystkim. Osobiście bardzo lubię Klientów, którzy przychodzą do nas i mówią „wy się znacie na swojej robocie, my na swojej” i każdy robi to, co do niego należy. Niestety, doświadczenie pokazuje, że takie podejście cechuje przede wszystkim duże korporacje. Właściciele i pracownicy mniejszych firm chcą „odcisnąć swoje piętno” na pracy agencji nawet w obszarach, w których są mniej kompetentni (choćby właśnie w projekcie graficznym). Obawiam się jednak, że nie da się nic na to poradzić…
Czy wszystkim - nie wiem. Zdarzają się nam - na szczęście rzadko… „Niech każdy robi swoje” - tutaj akurat mam odwrotne doświadczenia od Twojego, Pawle - to zazwyczaj większym firmom wydaje się, że znają się na pracy, którą dla nich wykonujemy… Niejednokrotnie mały klient stwierdza „macie wolną rękę, ja się na tym nie znam” - no, ale widocznie co region to inni ludzie, inne obyczaje…
A ile chcieliscie wziac ?
Według klientki - za dużo, wedlug nas - za mało :D Faktem jest, że zaproponowa przez nas kwota, była kwotą z dolnej granicy, jaką proponujemy za tworzone przez nas strony…
Piotrze cała sztuka w tym aby odwodzić klientów od ich ’super’ pomysłów. Miałem przypadek, że klient koniecznie chciał sklep we flashu (podesłał mi zakupiony szablon)… dosłownie festyn. Napisałem do niego maila na jakieś 2xA4 myśląc, że go straciłem bo się obrazi na moje negowanie jego pomysłów. Jak się okazało wszystkie argumenty trafiły - i od tego czasu wierzy na słowo i mam stałego klienta :).
A co do regionu… dlatego tylko w sytuacjach przypadkowych robie cokolwiek w Elb ;)
tygras: tyle to i ja wiem - staramy się często odwodzić klientów od ich pomysłów - ale sam przyznasz, że czasem zdarza się klient, z którego nie chciałbyś zrezygnować, ale jego pomysły Cię przerażają… Staramy się w miarę naszych możliwości i zasobów czasowych i ludzkich uświadamiać klientów i coraz częściej wychodzi to nam na dobre - a tych całkiem niereformowalnych, tych, co to wszystkie rozumy świata i całą wiedzę na świecie poznali odsyłamy w diabli :D Albo do innych firm - niech się męczy kto inny :D
ja po jednym takim ‚niereformowalnym’ kliencie jestem ostrożny… i tak jak mówisz odesłałem ostatnio zlecenie do innej firmy. Męczą się już długo ;) Ale chociaż się nauczą jak ciężko to jest kawałek chleba :)
tygras: ostrożności nigdy za wiele…. ale czasem pozory mylą: klient, który wydawał się być reformowalny w ostatniej chwili pozmieniał projekt tak, że nie bylismy w stanie zaakceptować tych zmian i zrezygnowaliśmy z dalszej współpracy… Z kolei inny, niby niereformowalny, po dłuższej rozmowie przekonał się do argumentów, które zostały mu przedstawione…
nie chodzi tu o ostrożność bo można w jakieś manię wpaść ;) ale o wyczucie jakie się zdobywa po dłuższym czasie(większej ilości klientów). Ostatnio klienta odesłałem i nie żałuje jak patrze co się dzieje z jego stroną… Spokój ducha jest wart każdych ‚niezarobionych’ pieniędzy :) Bo praca ma być przyjemnością jak sam w jednym z postów piszesz.